Cóż więc mamy czynić? – im także zadawano to pytanie.

Do napisania tego tekstu zainspirowały mnie obchodzone w Kościele dwie uroczystości: uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela (24.06) i uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła (29.06). Każdy z nich otrzymał od Boga misję w stosunku do ludu żyjącego w okresie ich życia. W tym miejscu chcę przypomnieć w wielkim skrócie, że po grzechu pierworodnym natura człowieka została skażona – jego wola stała się bardziej skłonna do zła. Ale Bóg dał obietnicę człowiekowi, że poprzez narodziny Swego Syna, przywróci człowiekowi pierwotną jego naturę tj. życia na obraz i podobieństwo Boże. Nie zapowiedział kiedy to się stanie, lecz do tego przygotowywał ludzkość poprzez szereg wydarzeń opisanych w Starym Testamencie. Ostatnim z proroków Starego Testamentu zapowiadających nadejście Syna Bożego, jako tego, który gładzi grzech świata, był Jan Chrzciciel. Był on głosem wołającym, by drogi pańskie były prostowane, tzn. by ludzie żyli uczciwie, żyli zgodnie z pierwotną swoją naturą. Żył bowiem w czasach, kiedy wielu wierzących w Boga żyło w grzechu. Dzisiaj moglibyśmy powiedzieć, że przeżywali oni kryzys wiary. Wielu się pytało Jana Chrzciciela: „Cóż więc mamy czynić?”. On odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni” lub gdy mówił do celników: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono”, a żołnierzom radził: „Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie”. Jednocześnie głosił Dobrą Nowinę o nadejściu Jezusa, który będzie chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Przypłacił swoją misję życiem, gdyż odważył się wykazać grzech nawet samemu królowi Herodowi. I się stało, jak przepowiedział – przyszedł Jezus Chrystus, który przez trzy lata Swojej publicznej działalności głosił Prawdę. W końcu Chrystus wypełnił obietnicę Ojca – odkupił ludzkość z niewoli grzechu oddając Swoje życie na krzyżu. Ale to nie był koniec – Jezus zmartwychwstał jak zapowiadał wielokrotnie i jest nadal wśród ludu, wśród nas udzielając Swego Ducha każdemu, kto w Niego uwierzy i otworzy swoje wnętrze na Jego działanie.

By widzieć działania Jezusa w życiu, potrzebna jest więc wiara. A wiara rodzi się ze słuchania. I tutaj chcę wskazać na świętych apostołów Piotra i Pawła. Każdy z nich po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa rozpoczął z odwagą i mocą przepowiadać Dobrą Nowinę (Ewangelię) i dawać świadectwo o Nim swoim życiem aż do własnej męczeńskiej śmierci. Dzieje Apostolskie wielokrotnie wskazują, że na podstawie przepowiadanego Słowa ludzie świadomie przyjmowali chrzest, nawracali się, rozpoczynali nowe życie tworząc wspólnoty wiernych. Przynależąc do wspólnot, starali się żyć w jedności a miłość (ta trudna, czasami przynosząca ból) była wyznacznikiem ich postępowania. We wspólnotach zbierali się na czytanie i rozważanie Słowa Bożego oraz na modlitwę. We wspólnocie sprawowali także Eucharystię zgodnie z tym, co Jezus przekazał „To czyńcie na moją pamiątkę”. Inni z poza wspólnot nazywali ich świętymi – później chrześcijanami. Chrześcijanie przyczyniali się poprzez swoje życie, a także poprzez misję przepowiadania przekazywać wiarę innym. Tak tworzył się Kościół powszechny (katolicki), który przechodząc różne kryzysy trwa do dnia dzisiejszego i będzie trwał do skończenia świata. Odpowiedzią na różne kryzysy w Kościele były sobory. Niedawno świętowaliśmy pięćdziesiątą rocznicę inauguracji II Soboru Watykańskiego (2012). Był on odpowiedzią na pewne negatywne zjawiska w Kościele katolickim, które tak wyraziście i dziś dostrzegamy. Jednym z takich zjawisk to kryzys wiary wśród ludu Bożego – wśród świeckich i duchownych. Pogłębia się on nadal, gdyż dostrzegamy go wokół nas. W statystykach kościelnych odnotowujemy coraz mniejszą liczbę wiernych na niedzielnych Eucharystiach, coraz większą liczbę osób ochrzczonych żyjących w związkach bez sakramentu mimo braku przeszkód do jego zawarcia, zwiększającą się ilość uznawanych za nieważnie przyjętych sakramentów małżeństwa, kryzysy w powołaniach kapłańskich i zakonnych, rozdźwięk między życiem a wiarą w rodzinach katolickich co negatywnie wpływa na przekaz wiary dzieciom itd., itp. Dlatego koniecznym staje się szukanie odpowiedzi na pytanie jak za czasów św. Jana Chrzciciela, jak za czasów św. Piotra i św. Pawła: „Cóż więc mamy czynić?”.

Odpowiedzią na dzisiaj jest wdrażanie katolicyzmu ewangelicznego, który zaprasza katolików do refleksji nad misyjną istotą Kościoła. Zaprasza do aktywności każdego ochrzczonego w dziele ewangelizacji. Powinniśmy więc nauczyć się w nowy sposób patrzeć na naszą katolicką przeszłość w oparciu o opisy zawarte w Dziejach Apostolskich i wdrażać czynnie sposoby życia pierwszych chrześcijan, którzy zawsze opierali się na Słowie Bożym, liturgii i autentycznej, nie anonimowej wspólnocie. Jest to wskazówka dla Kościoła Trzeciego Tysiąclecia, który na nowo odzyskuje swój misyjny zapał zgodnie ze słowami Chrystusa: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody…”. Wsłuchujmy się w przepowiadanie tych, co są w dzisiejszych czasach posłani i odkrywajmy na nowo wartości płynące z otrzymanego w dzieciństwie chrztu świętego.

Komentowanie jest wyłączone