Idźcie i głoście – to zadanie dla każdego chrześcijanina!

Trwamy już w okresie zwykłym kalendarza liturgicznego. Pamiętamy jednak czas związany ze świętami Bożego Narodzenia. Odbyliśmy rekolekcje adwentowe, przyjęliśmy do domu Światełko Betlejemskie, ubraliśmy choinkę, zjedliśmy wspólna wieczerzę wigilijną, obdarowaliśmy prezentami najbliższych a nawet może uczestniczyliśmy w pasterce. Przywitaliśmy nowy rok 2017 na balach sylwestrowych, braliśmy udział w Orszaku Trzech Króli. Czujemy się dobrze ze spełnionego obowiązku. Ale jak to się ma do mojej wiary? Czy w okresie Świąt Bożego Narodzenia zadałem sobie pytanie: czy mam wiarę? Czym jest wiara? Czy wiara jest we mnie czymś osobistym i żywym, czymś, co daje mi życie wieczne i wybawia mnie od śmierci? Czy raczej przeżywam swoje chrześcijaństwo tylko na płaszczyźnie religijności? Bo, obserwując świat wokół mnie mogę powiedzieć, że widoczny jest rozbrat miedzy religią a życiem. Usiłujemy żyć – o ile tylko jest to możliwe – bezproblemowo, a kiedy życie zaczyna się komplikować, układać źle, idziemy do świątyni modlić się. Odzywa się w nas religijność naturalna by posłużyć się Bogiem. Czasami jednak prawdą jest, że Jezus Chrystus może to wykorzystać, by pomóc komuś, kto prosi o ratunek. Na co dzień jednak widoczne są nieadekwatne do zasad życia chrześcijańskiego zachowania się ludzi, deklarujących się katolikami. Rozwody, częsty brak uczestnictwa w niedzielnych Eucharystiach, unikanie sakramentu małżeństwa i życie w związkach partnerskich, odkładanie chrztu dzieci „na później”, zgoda na wypisanie dzieci z nauki religii itp. Czytając prasę (w tym także katolicką) i obserwując media słyszę o spadku powołań do seminariów, o kryzysach w kapłaństwie i innych nadużyciach wśród stanu duchownego. Mówi się od wielu lat o istniejącym w Kościele katolickim kryzysie wiary. Dlaczego naszą społeczność dotyka kryzys wiary? Bo tak naprawdę nie widać znaków wiary. A są nimi miłość, która niejednokrotnie boli (miłość na wzór Jezusa Chrystusa) oraz prawdziwa a nie udawana jedność między wyznawcami Chrystusa. To jest bardzo ważne: nikt nie stanie się chrześcijaninem, jeżeli nie zobaczy innego – prawdziwego chrześcijanina. Nie może we mnie zaistnieć wiara, jeżeli nie spotkam dojrzałego chrześcijanina. Dlaczego? Bo Kościół jest Świątynią Boga, a Chrystus chciał tam spotkać ludzi. Jeżeli my jesteśmy Kościołem a Kościół jest Świątynią Boga, to rozumiem, że ludzie mogą tam spotkać Jezusa Chrystusa tylko poprzez nas. Stąd widzę, że problem nie tkwi w tym, że chodzę do świątyni, że uczestniczę w różnych imprezach zabarwionych religijnie. Chrześcijaństwo to coś zupełnie innego. Inną bowiem jest sprawą, gdy spotykam się z Chrystusem poprzez innego chrześcijanina. Tu nie chodzi tylko o wypełnianie rytów, uczestniczenie w akcjach charytatywnych i podobnych imprezach. By odkryć czym jest wiara, czym jest chrześcijaństwo jesteśmy wezwani najpierw do słuchania. Natomiast ci co już usłyszeli i wiarę przyjęli i żyją już życiem chrześcijańskim, zostali wezwani do świadczenia o niej. Idźcie i głoście… to aktualne zawołanie dla nich na rozpoczęty rok. Jest to wskazówka dla każdego z nas, wierzących, co mamy robić, by inni zobaczyli w nas żywego Jezusa. Czy mam się wiele modlić? Muzułmanie bardzo wiele się modlą. Nie są jednak znakami Jezusa Chrystusa. Czy mam być uczciwym pracownikiem? Znam wielu ateistów bardzo uczciwych, którzy z uczciwości i z pracy zrobili jakby religię. Oni też nie są znakami Jezusa Chrystusa. Czy mam być bardzo sprawiedliwym i bronić ubogiego. Wielu komunistów i liberałów deklaruje swoją sprawiedliwość i pomoc ubogim lecz nie są również znakami Jezusa Chrystusa. Chrześcijaństwo jest czymś więcej niż to.
Chrześcijanin wierzy, że wszyscy zostaliśmy już osądzeni, i że sąd nad wszystkimi grzechami dokonał się w krzyżu Jezusa Chrystusa, który nam wszystkim daje przebaczenie. Jak głosić światu, żeby zdał sobie sprawę, że zapłatą za grzech jest śmierć a przebaczenie grzechów jest zmartwychwstaniem? I tutaj tkwi sedno sprawy: Jezus umarł zamiast mnie. Jeżeli ja jestem jak Chrystus (jestem chrześcijaninem), a Chrystus zmartwychwstał, to ja także zmartwychwstałem. Mnie przebaczono, więc jestem istotą żyjącą na zawsze. Nic mnie nie może zniszczyć- zabić. Wierzysz w to? Wierząc w tą prawdę, zawsze, gdy mnie spotka niesprawiedliwość, zdolny będę do przebaczania moim wrogom. Wówczas będę widzialnym znakiem Jezusa Chrystusa w dzisiejszym, przeżywającym kryzys wiary, świecie. I ten znak jest dzisiaj w dobie kryzysu wiary bardzo potrzebny.
Dochodzenie do takiej wiary, bym był znakiem – świadkiem wiary, to proces rozpoczynający się od usłyszenia i przyjęcia Dobrej Nowiny – Ewangelii – niezależnie od momentu otrzymanego sakramentu chrztu. Mogę być ochrzczonym a nie mieć wiary!
„Idźcie i głoście…” to zadanie a zarazem życzenie na cały rok dla każdego chrześcijanina. Idźcie, to znaczy bądźcie w ciągłym ruchu (nie siedźcie wg słów papieża Franciszka na „kanapie”), podejmujcie inicjatywę. Natomiast głoście, znaczy, że nie tylko mamy głosić mową ale przede wszystkim świadectwem życia chrześcijańskiego. Oby wielu z nas było gotowych wypełnić to zadanie.
Zbigniew Stachurski
10.01.2017

Komentowanie jest wyłączone