Maryja – Matka Jezusa a sakrament Chrztu św.

W październiku Kościół odprawiając nabożeństwa różańcowe stara się przypomnieć, że Maryja
zajmuje centralne miejsce w historii zbawienia. Znajduje się w sercu Kościoła, w tajemnicy Jezusa
Chrystusa. Chrześcijanin, poprzez modlitwę różańcową zwraca się ku Maryji – Matce Jezusa, bo
przez Nią przyszło na ziemię zbawienie świata, przyszedł Jezus Chrystus. Zaczęło się od
zwiastowania przez Bożego posłańca o poczęciu się w Niej Jezusa Chrystusa. Była to dla Maryji
najwspanialsza lecz trudna do przyjęcia wiadomość.
Podobnie jest dzisiaj. Są ci, którzy są posłanymi w Kościele, przepowiadają – głoszą kerygmat,
zwiastują Dobrą Nowinę, że Bóg wybrał każdego z nas, by w nas narodził się Jezus-Syn Boży.
Maryja się pytała: Jak to ma się stać? Podobnie i ja zadaję sobie to pytanie, gdy słucham
przepowiadania. I tutaj porównuję Zwiastowanie Maryji do głoszonego przez ewangelizatorów
kerygmatu. Sprawia on, że w tym, kto go przyjął poczyna się, za sprawą Ducha Świętego, nowe
życie – życie wiarą. Dla Maryji, po zwiastowaniu, przychodzi okres ciąży, w czasie którego Jezus
rośnie w jej łonie. Na początku dziecka się nawet nie zauważa, ale później zaczyna kopać, aż
wreszcie pragnie przestrzeni aby wyjść na zewnątrz i ukazać się światu jako nowe stworzenie.
Tym wyjściem na zewnątrz było narodzenie się Pana Jezusa z Maryji a dla chrześcijanina jest
Chrzest św. – Kościół mówi, że rodzi się nowy człowiek (człowiek staje się „nowym stworzeniem”).
W chrześcijańswie czas od poczęcia (przyjęcia kerygmatu) do chrztu jest określony słowem
katechumenat. W tym okresie, Słowo Boże-nasiono, które zostało przyjęte ma się rozwijać,
rosnąć, aż stanie się Jezusem Chrystusem dojrzałym. W tm czasie inni widzieć powinni dawane
już znaki stwierdzające, że to dziecko (Jezus) naprawdę jest we mnie, bo w finale ma nastąpić
poród. Jezus ma się ukazać we mnie po okresie ciąży (katechumenatu) w świetle dziennym, bo
jakże mogą być narodziny bez dziecka? Jak może odbyć się Chrzest św. bez bez ukazania się
światu nowego człowieka ukształtowanego na wzór Jezusa Chrystusa?
Tak w pierwszych wiekach rodził się chrześcijanin, tak powiększała się wspólnota-Kościół. Bóg
posyłał posłańców, którzy przepowiadali z mocą kerygmat. Na skutek przepowiadania formowała
się rzeczywista wspólnota ludzi, którzy usłyszeli i przyjęli Słowo. Przyjęli w Słowie Bożym Jezusa
Chrystusa Zmartwychwstałego i trwając w łasce Ducha Świętego dojrzewali oni w Kościele jako
katechumeni, jak w łonie matki, do czasu swoich nowych narodzin, do czasu sakramentu Chrztu
św. Bo Chrzest jest bramą, przez którą w sposób widzialny wchodzi się do Kościoła. Ci ludzie,
których prowadził Duch Święty przeżywali swoją drogę do dojrzałej wiary we wspólnocie, w
Kościele. Dzisiaj natomiast czas odkrywania na nowo wartości otrzymanego w dzieciństwie
Chrztu św. przybiera różne formy. Ten czas dla człowieka od zwiastowania do narodzin „nowego
człowieka” jest niezbędny. Innej drogi nie ma do narodzin chrześcijanina. Bardzo pomocne na tej
drodze do wiary żywej jest zawsze Słowo Boże, liturgia i wspólnota braci w Kościele.
Zdaję sobie jednak sprawę, że Chrzest jako sakrament (znak) przyjąłem jako niemowlę. Słów
zwiastowania w czasie udzielanego mi sakramentu nie rozumiałem więc ich nie przyjąłem. Nie
było więc poczęcia i następnie okresu „ciąży” (katechumenatu). Wiara nie zdążyła urosnąć,
rozwinąć się. Potrzebny jest zatem ochrzczonemu nowy czas określany w Kościele jako
neokatechumenat a także jako katechumenat dorosłych. Ten czas można porównać do drogi. Na
początku muszę usłyszeć zwiastowanie i gdy odpowiem jak Maryja – „Niech mi się stanie według
Słowa Twego”- świadomie ruszam do celu. Na końcu tej drogi, będąc ochrzczonym, odnawiam w
Kościele, przyrzeczenia chrzcielne – odnawiam mój Chrzest. Kościół wielokrotnie dawał mi okazję
do odnowy przyżeczeń chrzcielnych. Czy zastanawiałem dlaczego Kościół to robi? Myślę, że jest
to moment do refleksji, czy faktycznie jestem już nowym człowiekiem. Aby można było odnowić
świadomie Chrzest, widoczne powinny być u mnie znaki wiary, że w swoim wnętrzu posiadam
Jezusa Chrystusa. Jeżeli nie, wedy to co mam, jest ciążą urojoną, bo wewnątrznie nie mam
niczego. Nie można prawdziwie odnowić Chrztu, jeśli nie wykonuje się dzieł życia wiecznego,
które pokazują, że Jezus jest wewnątrz mnie żywy.
Niech udział w październikowych nabożeństwach różancowych, zwróci moją uwagę na
wydarzenia w życiu Maryji, na historię Jej życia i na historię mojego życia. Niech powstanie
refleksja, czym był dla mnie Chrzest św.? Czy tak naprawdę jestem „nowym stworzeniem”? Niech
miesiąc ten będzie dla mnie miesiącem szczególnym, w którym Maryja, Matka Odkupiciela i
nasza Matka będzie podprowadzać mnie do Swego Syna. Zaowocuje to pogłębieniem mojej
wiary a tym samym przyczyni się do odkrycia na nowo wartości Chrztu św. Niech będzie czasem
oceny stanu mojej wiary szczególnie w roku, w którym przeżywamy 1050 lecie Chrztu Polski.

Komentowanie jest wyłączone