Wielka manifestacja wiary!

O przygotowaniach do Światowych Dni Młodzieży było już słychać wcześniej. Profil na Twiterze, zapewne Facebooku też, mnóstwo młodych ludzi zaangażowanych w to przedsięwzięcie od wielu miesięcy. Jednak chyba większość “zwykłych” Polaków dowiedziała się o tym wydarzeniu z telewizora, gdzie skąd inąd, bardzo obszernie przedstawiano to wydarzenie, szczególnie w telewizji publicznej. Ale nie o tym miałem pisać. A pisać jest o czym. Ja, jako szafarz nadzwyczajny, miałem możliwość pojechania tam w organizowanym wyjeździe do Krakowa z innymi szafarzami z całej archidiecezji wrocławskiej. Zapotrzebowanie na szafarzy zostało zgłoszone na dwie msze: pierwsza to msza otwarcia, a druga to msza zamknięcia. Ta pierwsza odbyła się na krakowskich Błoniach, druga w Campusie Misericordiae w podkrakowskich Brzegach. Z naszego dekanatu pojechali jeszcze pan Zbigniew Stachurski i pan Zbigniew Kwaśniak. Z tego co wiem, byli oni również na mszy zamknięcia, ja już niestety nie, ale przynajmniej miałem możliwość poczucia tej atmosfery. Całą resztę wydarzenia śledziłem już w telewizorze z lekkim poczuciem zazdrości, że inni mogą tam być razem z papieżem Franciszkiem – ja niestety nie mogłem być w tym czasie w Brzegach. Z tego powodu opiszę głównie mszę otwarcia odprawianą przez kard. Stanisława Dziwisza, może moi koledzy szafarze napiszą coś więcej o mszy zamknięcia na której byli. Jakie miałem doświadczenie mojej wiary, w tym miejscu zapewne zapyta się każdy z czytelników? Pierwsze to przede wszystkim, że nie jestem sam w swojej wierze, że ludzie na całym świecie wierzą tak jak ja. Te dni to była wielka manifestacja wiary w Jezusa ludzi z całego świata. Jeszcze rano, tak ok godz. 10.00 na Błoniach było zupełnie pusto, nie licząc służb mundurowych, różnego rodzaju wolontariuszy zaangażowanych w przygotowanie spotkania. Ja mówię do kolegi.  – Jak to możliwe, że to wszystko się zapełni? Tak od godz. 15.00 nastąpił “nalot”. Tłumy, może mrowia ludzi, jak małe mróweczki wędrowali w stronę swoich sektorów. Myśmy stali w sektorze D2 gdzie był tzw. namiot eucharystyczny, gdzie siostry Prezentki od samego rana przygotowywały puszki z komunikantami, które później zostały konsekrowane podczas specjalnej mszy odprawionej w namiocie. Z tego co się dowiedziałem na całych Błochach takich namiotów było osiem. Siostry Prezentki pełniły tam posługę, prowadziły modlitwę, adorowały pana Jezusa. A tłumy szły, właściwie cały czas. Niezliczona ilość narodowości, flagi które ciężko było rozpoznać, bo zbyt egzotyczne dla mnie. Teraz może trochę o organizacji. Uważam, że była świetna i nie mówię tego tylko dlatego, żeby “bić pianę” organizatorom. Po pierwsze rzuciło się w oczy przygotowanie medialne wydarzenia. Myślę tu o nagłośnieniu , rozstawionych telebimach, tańczących na podestach młodych ludziach w różnych miejscach Błoni, aby zachęcić pielgrzymów do zabawy. Było wiele o Krakowie o zabytkach, o wierze i mieście świętych, bo przecież Kraków to miasto, które wydało sporo świętych. Wszystkie tańce i zabawy były animowane przez specjalną grupę młodych. Przed mszą zaczęło trochę padać, właściwie to przeszła burza jednak na samej mszy nie padało. Nikt się podłamał pogodą. Wręcz przeciwnie obecni w naszym sektorze klerycy Jezuiccy zaczęli tańczyć z parasolkami, im na pewno nie było smutno. Nasz sektor zaczął się powoli zapełniać i w pewnym momencie stwierdziłem, że chyba jest w nim ładna część świata. Sporo niepełnosprawnych ludzi i dużo kolorowych twarzy. Skąd? Ze wsząd 😉 Nadszedł moment na rozdawanie komunii. Wcześniej zostaliśmy “ostrzeżeni”, że mogą pojawić się ludzie proszący o komunię na ręce. Ja byłem na to przygotowany i rzeczywiście pojawiło się sporo takich osób. Rozdawałem komunię w sektorze C2. Mnóstwo ludzi z całego świata, pełnych wiary i nadziei. Widać było wśród niech wiarę, emocje, często zamykali oczy podczas przyjmowania Pana Jezusa. Dobrze, że miałem do pomocy wolontariuszkę i strażaka, którzy poprowadzili mnie w odpowiednie miejsce sektora i z niego wyprowadzili. Z przejęcia chyba sam bym się pogubił. Ja osobiście bardzo to przeżyłem, jak już wróciłem do domu to pytałem się czy ktoś mnie widział w TV, jednak wśród mrowia ludzi nie pojawiłem się w TV, ale nie miało to już dla mnie kompletnie żadnego znaczenia. Podczas powrotu do namiotu okazało się, że ża namiot w sektorze D2 jest zbyt “obciążony” powracającymi szafarzami i skierowano nas do innych namiotów w innych częściach placu. Trzeba było troszkę przejść, żeby tam dotrzeć. Tam dokonano puryfikacji i na pamiątkę dostałem puszkę ze ŚDM. Następnie wróciłem do swojego “macierzystego” namiotu w sektorze D2. Msza dobiegła końca, ludzie zaczęli powoli wychodzić z sektorów i wracać do swoich autobusów i miejsc noclegowych. Mrowie ludi szło w różnych kierunkach, wszyscy śpiewali, grali na różnych instrumentach i tańczyli. Nie było mowy o smutku. Ja w tym tłumie szedłem między jakąś grupą Francuzów i cały czas myślałem o zamachach we Francji i niesprawiedliwości jaka dzieje się na świecie. Cieszyłem się, że Francuzi są na tym spotkaniu. Co pozostało we mnie po ŚDM? Ogromne przeżycie emocjonalne, wielkie doświadczenie wspólnego wyznawania wiary i pragnienie, że tak jak kiedyś moja mama przekazała mi swoją wiarę jako ogromną wartość, przekazać tę wiarę swoim dzieciom. Pragnienie, żeby pomimo trudności i po ludzku wielu słabości iść drogą miłosierdzia do końca.

Karol Kubiak

Komentowanie jest wyłączone